Ból nie umiera nigdy

logo  poniedziałek 14 stycznia 2008 r.

dzieciństwo

Ból nie umiera nigdy

Mimo że upłynął ponad miesiąc od tragicznej śmierci pod Mszczonowem Mirosława Nowakowskiego, do jego rodziny nikt nie zwrócił się z profesjonalną pomocą. Tysiące bliskich ofiar wypadków same muszą sobie radzić z cierpieniem i bezradnością.

Ostatnie tygodnie były wyjątków tragiczne na drogach powiatu żyrardowskiego. Pod Mszczonowem młody mężczyzna zginął pod kołami tira, w Żyrardowie niedoświadczony kierowca zabił parę staruszków przechodzących przez jezdnię, koło Puszczy Mariańskiej życie straciło troje młodych ludzi…

Tadeusz Nowakowski z Zimnej Wody koło Mszczonowa wciąż nie może otrząsnąć się po stracie 36-letniego syna, Mirosława. Przed oczami ma foliowy worek przy drodze z jego zwłokami. Staremu ojcu powiedziano, żeby niczego nie dotykał, bo utrudni śledztwo, więc przyglądał się z oddalenia, jak wrzucają ciało jego syna w worku do samochodu, jak auto odjeżdża… – Policja nie udzieliła mi żadnej rady i wsparcia. Gdybym sam nie poszedł do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Mszczonowie, pewnie nic bym nie wskórał – twierdzi pan Tadeusz. – O wypadku na drodze informuje rodzinę dyżurny policjant, który odebrał zgłoszenie. Tak jest we wszystkich powiatach – mówi Andrzej Wojdalski, naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Powiatowej Policji w Żyrardowie.

Dodaje, że w gestii policji nie leży udzielanie poszkodowanym pomocy psychologicznej czy prawnej, ale przeprowadzenie śledztwa.

Jednak, chociaż od śmierci Mirosława Nowakowskiego minął już ponad miesiąc, sprawca wypadku wciąż jest nieustalony, a pan Tadeusz, aby dowiedzieć się, jak ma dalej postępować, pyta przypadkowych ludzi. Pyta, bo wraz z żoną od 10 lat wychowuje najstarszego syna Mirka z pierwszego małżeństwa, 12-letniego obecnie Mateuszka, i to o jego przyszłość boi się teraz najbardziej. – Po śmierci Mirka Mateuszkowi odebrano niewielką rentę po zmarłej przed laty mamie. Pani w MOPS-ie w Mszczonowie poradziła mi, abym wystąpił do sądu rodzinnego z wnioskiem o rodzinę zastępczą dla wnuka, bo bez tego nic nie załatwię – żali się mężczyzna. Pan Tadeusz przyznaje, że byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby dostał pomoc prawną. Do MOPS-u w Mszczonowie zgłosił się sam. – Rodzina zmarłego zwróciła się do nas po pomoc i ją uzyskała. Wszyscy trzej synowie Mirosława otrzymali zasiłek ze względu na zdarzenie losowe i paczki rzeczowe – zapewnia Barbara Ciszewska, dyrektor MOPS-u.

Jak twierdzi, o zdarzeniu poinformowała dyrektora szkoły podstawowej w Lutkówce, do której uczęszcza dwóch z trzech braci. Grzegorz Olczak, dyrektor podstawówki, dodaje, że z chłopcem rozmawiał psycholog szkolny i jedno spotkanie wystarczyło. – Wychowawca nie podejmował tego tematu z kolegami i koleżankami Mateusza z klasy. W październiku inny uczeń z tej samej klasy stracił mamę. Wtedy odbyły się pogadanki na temat śmierci rodzica – mówi Olczak. Nikt nie zaoferował wsparcia psychologa dziadkom Mateuszka. Wiesława Biernacka z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Mszczonowie mówi, że do centrum trafiają ludzie z różnymi problemami życiowymi, ale nie poszkodowani w wypadkach drogowych. – Nie mamy psychologa na etacie, ale osoba, która doznała uszczerbku na zdrowiu w wyniku takiego zdarzenia, może ubiegać się u nas o orzeczenie o stopniu niepełnosprawności i w przyszłości uzyskać np. dofinansowanie do turnusu rehabilitacyjnego – wyjaśnia Biernacka. Jednak w Żyrardowie nie ma oddziału rehabilitacyjnego z prawdziwego zdarzenia, a co dopiero mówić o dalszym leczeniu pacjentów. Przy żyrardowskim szpitalu funkcjonuje tzw. oddział rehabilitacji ambulatoryjnej. Pacjenci z urazami po wypadkach muszą po pomoc jeździć czasem po całej Polsce. Jeśli do tego pacjent mieszka w oddalonej od miasta wsi i nie może opuszczać domu, nie ma co liczyć na to, że przyjedzie do niego rehabilitant. – Niektóre przychodnie medyczne podpisują kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na świadczenie tzw. usługi rehabilitacji domowej – mówi dr Ewa Reder-Burakowska, ordynator oddziału rehabilitacji szpitala w Gostyninie-Kruku, gdzie m. in., kierowani są pacjenci ze szpitala w Żyrardowie. Jednak w samym Żyrardowie takich przychodni nie ma.

Anna Sowińska z Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Pielęgniarstwa Środowiskowo–Rodzinnego „Promyk” w Żyrardowie ubolewa, że w powiecie nikt nie świadczy porządnych usług rehabilitacyjnych u pacjenta w domu: – Czasami nasze pielęgniarki pomagają naszym podopiecznym w tym zakresie, ale to pomoc doraźna, a potrzeby są ogromne.

Aleksandra Kieres, prezes ogólnopolskiej Fundacji „Nadzieja dla osób poszkodowanych w wypadkach drogowych” podsumowuje: – Po śmierci ukochanej osoby rodzina pozostawiona sama sobie jest kompletnie zagubiona i bezradna, potrzebuje ogromnej pomocy: psychologicznej, prawnej i finansowej, a poszkodowani w wypadkach profesjonalnej rehabilitacji, bez której zaprzepaszcza się często całkiem dobre prognozy na powrót do normalnego życia.

Dodatkowym problemem jest dotarcie do takich osób. Prezes narzeka, że ustawa o ochronie danych osobowych wiąże ręce pracownikom fundacji, którzy mogliby szybciej docierać do rodzin, gdyby policja mogła ujawniać im nazwiska ofiar.

 

Joanna Szczepańska  http://zyrardow.naszemiasto.pl/wydarzenia/807684.html

Zmieniony ( 18.04.2008. )